Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Yves parokrotnie

Szczerze mówiąc, nie lubię chodzić do kina na filmy, na które bardzo długo czekałam. Przez te kilka miesięcy przed premierą jestem bowiem w stanie zbudować tak ścisłą wizję tego, co powinnam, a przynajmniej chciałabym zobaczyć na ekranie, że każde odstępstwo od niej będzie dla mnie równoznaczne z rozczarowaniem. Dlatego gdybym napisała tę recenzję zaraz po obejrzeniu „Yves Saint Laurenta” w reżyserii Jalila Lesperta wypunktowałabym w niej zapewne same negatywy. Postanowiłam jednak odczekać kilka dni, dać myślom odpocząć i ułożyć się. W międzyczasie przeczytałam również wydane niedawno „Listy do Yves’a” autorstwa Bergé. Nadszedł czas na słodko-gorzkie podsumowanie.



sobota, 4 stycznia 2014

Kampanie jak malowane

Śniadanie na trawie z Kate Moss, matka Whistler’a trzymająca botek Christiana Louboutin, martwa natura z torebką Valentino - twórcy kampanii reklamowych największych domów mody coraz częściej romansują ze sztuką, i to wcale nie tą współczesną. Niezależnie od tego, czy to romans o charakterze frywolnym i żartobliwym, czy zupełnie na serio, zawsze wzbudza niemałe kontrowersje. Kampanie reklamowe inspirowane malarstwem są więc zwykłą profanacją i tanim chwytem marketingowym, a może istotną próbą dyskusji ze sztuką i nadania jej nowego, współczesnego znaczenia?

Christian Louboutin - lookbook 2008. Zdjęcie Peter Lippmann.  Źródło: http://www.peterlippmann.com