Szczerze mówiąc, nie
lubię chodzić do kina na filmy, na które bardzo długo czekałam. Przez te kilka
miesięcy przed premierą jestem bowiem w stanie zbudować tak ścisłą wizję tego,
co powinnam, a przynajmniej chciałabym zobaczyć na ekranie, że każde odstępstwo
od niej będzie dla mnie równoznaczne z rozczarowaniem. Dlatego gdybym napisała
tę recenzję zaraz po obejrzeniu „Yves Saint Laurenta” w reżyserii Jalila Lesperta
wypunktowałabym w niej zapewne same negatywy. Postanowiłam jednak odczekać kilka
dni, dać myślom odpocząć i ułożyć się. W międzyczasie przeczytałam również
wydane niedawno „Listy do Yves’a” autorstwa Bergé. Nadszedł czas na słodko-gorzkie podsumowanie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 czerwca 2014
sobota, 4 stycznia 2014
Kampanie jak malowane
Śniadanie na trawie z Kate Moss, matka Whistler’a trzymająca
botek Christiana Louboutin, martwa natura z torebką Valentino - twórcy kampanii
reklamowych największych domów mody coraz częściej romansują ze sztuką, i to
wcale nie tą współczesną. Niezależnie od tego, czy to romans o charakterze
frywolnym i żartobliwym, czy zupełnie na serio, zawsze wzbudza niemałe
kontrowersje. Kampanie reklamowe inspirowane malarstwem są więc zwykłą profanacją i
tanim chwytem marketingowym, a może istotną próbą dyskusji ze sztuką i nadania
jej nowego, współczesnego znaczenia?
| Christian Louboutin - lookbook 2008. Zdjęcie Peter Lippmann. Źródło: http://www.peterlippmann.com |
Etykiety:
barok,
Christian Louboutin,
Edouard Manet,
Inez&Vinoodh,
kampania reklamowa,
Kate Moss,
Mario Sorrenti,
martwa natura,
Peter Lippmann,
Peter Rubens,
portret,
sztuka,
Valentino,
vanitas,
Yves Saint Laurent
Subskrybuj:
Posty (Atom)