środa, 10 lipca 2013

Z Cepelii na wybieg, czyli o folklorze w polskiej modzie

Tego lata motywy etnograficzne w modzie znów święcą tryumfy. Prada serwuje nam inspirację tradycją Dalekiego Wschodu, projektując koturny niczym z teatru kabuki. Z kolei Dolce&Gabbana  z właściwym sobie rozmachem interpretują rodzimy, sycylijski folklor.  Lana Nguyen swoje kreacje ozdabia ręcznie tkanymi, wietnamskimi  wzorami.  Gość specjalny tegorocznego Fashion Week’a – Slava Zaitsev, zwany „czerwonym Diorem” swój bajkowy styl już od lat buduje na kanwie rosyjskiego folkloru. A co z polskimi motywami ludowymi? Dlaczego nasi projektanci tak rzadko do nich nawiązują? Jak nowocześnie i estetycznie zinterpretować polski folklor?
Zofia Stryjeńska "Harnasie" 

Wydaje się, że coraz trudniej jest przekonać młodych, świadomych swojego stylu Polaków do ludowych motywów, które  kojarzą się dziś głównie z przesadą, przaśnością i złym gustem. Niektórzy twierdzą, że to wina naszej bezgranicznej i bezrefleksyjnej fascynacji kulturą zachodu. Jednak moim zdaniem niechęć do folkloru wynika głównie z deficytu projektów, które w sposób ciekawy łączyłyby tradycję z nowoczesnością i funkcjonalnością. Kultura ludowa to inspiracja o tyle ciekawa, co trudna w interpretacji – bardzo łatwo o zbyt dosłowny, przesadzony efekt. Nic dziwnego, w końcu nasze stroje narodowe zachwycają różnorodnością barw i wzorów – kwiaty, paski, wstążki, koronki, sznury korali… Ten etnograficzny przepych niekoniecznie jednak definiuje to, co pragnęłaby włożyć na siebie nowoczesna kobieta kochająca słowiańską kulturę. Taka kobieta na co dzień z pewnością nie chciałaby wyglądać niczym Jadwiga Mikołajczykówna na swoim weselu, ani też nosić workowatych t-shirtów z motywem łowickiej wycinanki. Niestety, w sklepach oferujących ubrania inspirowane folkiem wciąż królują właśnie takie pseudo ludowe szmatki no name.

Wśród  projektantów podejmujących temat folku zdaje się  natomiast panować  powszechne przekonanie, że najlepiej wziąć jakiś prosty, klasyczny fason, połączyć go z ludowym wzorem i już! Tak jest na przykład  z folklorystycznymi bluzami Marii Sadowskiej. Z pozoru ten projekt to świetny sposób, żeby folklorem wzbogacić codzienny strój. A jednak coś tu zgrzyta - brakuje pomysłu, detali wykończenia. Do tego w sklepie internetowym za nic nie można się dowiedzieć, z czego właściwie wykonane są bluzy, których cena nota bene jest niemała – 268 zł. Film promocyjny również bardziej zniechęca niż zachwyca – przez ponad połowę oglądamy magicznie ożywione bluzy, które na tle płotu wywijają rękawami do słów piosenki „zimna wódka w wilcze gardło bania bania pod jabłonio”. Miało być na luzie i ludowo, a wyszło tandetnie i efekciarsko.






Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Marii Sadowskiej oraz z serwisu Plejada.

Nieco  lepiej wypadają projekty Anety Larysy Knap tworzącej markę Folk Design. Absolwentka krakowskiego SAPU propaguje ubrania inspirowane niemal wyłącznie kulturą ludową, wypełniając tym samym pewną poważną lukę, która wciąż istnieje w polskiej modzie. U Folk Design bez problemu skompletujemy całą  garderobę – sukienki, koszule, płaszcze, biżuterię, a nawet bieliznę. O ile jednak sama idea jest jak najbardziej chwalebna, projekty czasem rozczarowują. Kierpce na obcasie? Jeansy tkane w góralską parzenicę? Taka interpretacja ludowości jest wręcz koszmarnie dosłowna. Zdjęcia promocyjne, na których modelka pozująca w wiejskim krajobrazie jeden obcas ma zakopany w ziemi potęgują ten efekt, dodatkowo wskazując na brak dbałości o szczegóły, który jest chyba największym problemem marki. Przeglądając propozycje projektantki wciąż miałam wrażenie, że podróżuje po istnym estetycznym labiryncie. Prowadzona przez okropnie tandetne lookbooki bielizny, które przypominają raczej zdjęcia z magazynu dla panów, nagle natrafiałam na bardzo ciekawe i ładnie wykonane rzeczy, które z chęcią przygarnęłabym do swojej szafy. Dużym plusem jest z pewnością wykorzystanie przez markę prawdziwych, ludowych materiałów, takich jak tybet góralski i próby łączenia ich z tkaninami współczesnymi. Warto też zauważyć ręczne malunki na projektach będące dobrym odwołaniem do tradycji ludowego rzemiosła. A jednak Folk Design to marka wciąż pełna kontrastów, obok naprawdę obiecujących projektów oferująca te niedopracowane, czasem wręcz kiczowate, powstałe jakby tylko po to, żeby zróżnicować asortyment. Skoro jesteśmy w stanie zaprojektować naprawdę ciekawą biżuterię inspirowaną folkiem, po co wprowadzać do sprzedaży plastikowe koraliki, które bez trudu można kupić  na każdym straganie? W rzeczach proponowanych przez projektantkę zdecydowanie zbyt wiele jest przypadkowości. To sprawia, że przeglądając jej prace trudno dostrzec jakiekolwiek konkretne  ujęcie tematu folkloru. W Folk Design brakuje podejścia do każdego projektu jako elementu całości, pewnej spójności, która moim zdaniem jest niezbędna przy podejmowaniu tematu tradycji ludowej. Sam folklor to przecież nie gotowy styl, a jedynie inspiracja służąca do wykreowania określonej estetyki.












Zdjęcia pochodzą z oficjalnego fanpage Folk Design oraz ze sklepu Art-Madam.

Choć jej prace sprawiają wrażenie nie do końca dopracowanych, Anecie Larysie Knap z pewnością nie można odmówić wyobraźni i odwagi. Nie boi się eksperymentować i konsekwentnie dąży wyznaczoną ścieżką inspiracji. Jeśli uda jej się sprecyzować estetykę marki i postawić jakość i oryginalność ponad ilością, być może dotrze do szerszego grona odbiorców i ma szansę przekonać Polaków, że folklor da się nosić. Tego serdecznie jej życzę.

Na razie jednak wśród projektantów podejmujących temat folkloru na prawdziwe brawa zasługuje Joanna Klimas. Jej kolekcja na jesień-zimę 2010 to zdecydowanie moja ulubiona interpretacja ludowości – szokująco minimalistyczna i nowoczesna. Klucz do sukcesu tkwi w różnorodności - mimo że rodzimy folklor jest w kolekcji zdecydowanym tematem przewodnim, projektantka rozszerza swoje inspiracje w kierunku kultury Dalekiego Wschodu, tworząc wyjątkowy, etnograficzny mix. Łowickie koronki, pasiaki i kwiaty zostały zestawione z kwiatowym printem rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni, a niektóre fasony zdają się nawiązywać do strojów samurajskich wojowników. Ciekawym aspektem kolekcji są też inspiracje ludowym strojem męskim – ozdobne pasy, proste, obszerne spodnie trzy czwarte, szerokie, pasiaste kozaki z wysoką cholewą. Motywy zaczerpnięte z tradycji łowickiej w duecie z czernią  i odważną formą zyskują zupełnie nowy charakter. Przeskalowane ramiona, asymetrie, plisy i lekko futurystyczne, konceptualne kroje nadają kolekcji wręcz awangardowy wydźwięk. Jednak największa zaletą tego folkowego futuryzmu jest uniwersalność  – ubrania projektantki pozostają na tyle dyskretne i klasyczne, że świetnie nadają się do noszenia na co dzień. Ludowość w rękach Klimas staje się nietuzinkowo elegancka i z pewnością nikomu nie kojarzy się już z przaśnością.



Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Joanny Klimas. 

Nieco inaczej, choć równie ciekawie do tematu folkloru podchodzi Aga Pou. Jej zimowa kolekcja Zaplątani z 2011 roku udowadnia że folk to nie tylko przepych wzorów i kolorów. Projektantka sięgnęła po inspirację mało znanym strojem hrubieszowskim. Zafascynowana jego prostotą, stworzyła kolekcję monochromatyczną, lecz efektowną w detalach. Odnajdziemy w niej kilka powtarzających się motywów – przede wszystkim wiązań i wycinanek. Zaplątani to dość udana fuzja tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony na pierwszy rzut oka widoczna jest inspiracja strojem ludowym, a z drugiej jego modyfikacja w fasonie i dopasowanie do klimatu mody ulicznej. Choć momentami kroje ubrań sprawiają wrażenie na siłę unowocześnionych, kolekcji nie można odmówić spójności i funkcjonalności.  Można śmiało powiedzieć, że w wydaniu Agi Pou inspiracja folklorem jest świadoma i przemyślana. Z pewnością nie jest też dosłowna – elementy wzięte z tradycji ludowej ulegają dekonstrukcji i zmianie. Tak jest na przykład z powiększonym, czarnym motywem wycinanki, który został stworzony i własnoręcznie naniesiony na stroje przez projektantkę.









Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Agi Pou.

Poruszając temat folkloru w polskiej modzie, nie można oczywiście pominąć dziś już nieco zapomnianego Arkadiusa i jego Pauliny. Kolekcja zadedykowana babci projektanta była jego debiutem na polskim rynku i jednocześnie ukłonem w stronę polskiej tradycji ludowej. Absolwent prestiżowej Central Saint Martin’s College of Art and Design do tematu podszedł w charakterystycznym dla siebie stylu, czyli z dystansem i poczuciem humoru. W czasach premiery kolekcji (rok 2001) folklor to chyba ostatnia rzecz, jaką młodzi Polacy chcieliby nosić - wszyscy łaknęli nowoczesnej, zachodniej mody, która pozwoli wyrwać się ze „słowiańskiego zaścianka”. Tendencję tę zapewne zauważył Arkadius i przekornie zaprojektował kolekcję lekką i sielankową, inspirowaną właśnie ludowością. Propozycje projektanta odważnie eksponują seksualność kojarzoną z obrazem stereotypowej "wiejskiej dziołchy" – spod bielizny modelkom wystaje słona, prowokacyjnie rozpięte koszule odsłaniają piersi, a niektóre kreacje nawiązują wręcz do obrazów słowiańskich nimf i boginek. W Paulinie projektant przedstawia różne oblicza polskiej wsi – od poszanowania tradycji po pociąg do nowoczesności. W kolekcji zobaczymy więc ludowe ornamenty, chusty na głowach i góralskie pasy, lecz także unowocześnione wersje tego, co nosili bohaterowie serialu „Daleko od szosy”. Im dłużej przyglądam się Paulinie tym bardziej odnoszę wrażenie, że to projekty lekko sarkastyczne – Arkadius zdaje się wytykać Polakom dążenie do nowoczesności za wszelką cenę. Robi to jednak bardzo dyskretnie i jak zwykle z przymrużeniem oka, przemycając do kolekcji takie elementy jak krawat z warkocza.  











Mimo że moda zawsze patrzy w przyszłość, powstaje na kanwie pewnych tradycji, które kształtują jej indywidualny charakter, warunkują oryginalność i niepowtarzalność. Wystarczy spojrzeć na szaloną modę hiszpańską – Custo Barcelona, Joseph Font czy popularna marka Desigual swoją estetykę wywodzą przecież z kulturowego dziedzictwa Hiszpanii. W polskiej modzie zdecydowanie brakuje takiego  tradycyjnego pierwiastka, który pozwoliłby lepiej  ją ukształtować i niejako sprowadzić do wspólnego mianownika. Warto więc zastanowić się czy w pogoni za nowoczesnością nie nazbyt szybko odsyłamy folklor do lamusa, zapominając, że w odpowiednim ujęciu wciąż może on wyglądać elegancko i intrygująco? Choć  od współczesnych polskich projektantów nikt nie wymaga powrotu młodopolskiej chłopomanii, nieco  patriotyzmu  z pewnością naszej modzie nie zaszkodzi.

A co Wy sądzicie o motywach folkowych w modzie? Jak musiałyby być zinterpretowane, żebyście chętnie je nosili?

P.S.: Wszystkim zainteresowanym tradycją strojów ludowych polecam stronę http://strojeludowe.net/ , gdzie można obejrzeć ubiory z różnych regionów Polski, a także dowiedzieć się kilku ciekawych faktów o polskim folklorze.

P.S. 2: O ile ciekawe ubrania inspirowane folklorem wciąż trudno zdobyć, zdecydowanie prościej kupić folkowe dodatki. W tej kwestii polecam sklep Ludowo Mi, gdzie znajdziecie wybór biżuterii i akcesoriów wystroju wnętrz, a także Folkstar, w którym warto bliżej przyjrzeć się filcowym torbom GOSHICO oraz ręcznie haftowanym w ludowe wzory kopertówkom. 

2 komentarze:

  1. Hej :) Bliska jest mi folkowa stylistyka, lubię słuchać takiej muzyki, w szczególności słowiańskiej, ale żebym chętnie zakładała ubrania inspirowane folkiem nie mogą być one przesycone kwiatami, barwami i koronkami, bo według mnie wygląda to zbyt chaotycznie i kiczowato. Najbardziej lubię lekkie i wygodne materiały, długie spódnice, bluzki etc. i chciałabym żeby były folkowe w swojej subtelności, nie powinno być za dużo kwiatów i stu sznurów korali - wystarczyłby jeden :) Do tego stonowane kolory takie jak biały, brązowy lub beżowy. Uważam też, że ciekawie można byłoby wykorzystać motyw ptaka lub ptasich piór.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki za post! Super.

    OdpowiedzUsuń